Na spotkanie swojego kameleona

Monolog Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt) Dejmisa Rustoma Bustosa. Zdjęcie: Sören Vilks

Jak zmniejszyć do minimum ryzyko narażenia się na rasizm? Aktor Dejmis Rustom Bustos, autor monologu Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt), który tej zimy jest w repertuarze Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie, zdradza Kasi Syty swoje sposoby na manewrowanie pomiędzy różnymi tożsamościami. I opowiada ile smutku, wstydu i stresu go to kosztuje.

Uciec od siebie choć na chwilę. Przez jeden dzień móc przemknąć niezauważonym, wtopić się w tłum w każdym ze środowisk. Pisać bez ciągłej potrzeby sprawdzania niuansów znaczeniowych i gramatycznych konstrukcji. Uciec od swoich zmęczonych ust, które uparcie źle wymawiają i akcentują szwedzkie słowa. Od podejrzliwych spojrzeń ludzi, i od tych, przypominających ultradźwięki, niemal niezauważalnych wibracji wrogości. Uciec od poczucia wykluczenia, od wewnętrznego głosu, który stawia ci niebotycznie wysokie wymagania, jest wiecznie niezadowolony i zawsze nieco przesadnie wściekły.
Czy świadomość istnienia zjawiska pomiędzybytu może pomóc od tego wszystkiego odpocząć? Niekoniecznie. Ale pomoże wytrzymać.

Niewielka sala Tornrummet na jednym z ostatnich pięter Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie została przeobrażona w szkolne podwórko. Siadam na widowni otoczona niesamowicie dobrze wychowaną i spokojną młodzieżą licealną i czekam na rozpoczęcie monologu Dejmisa Rustoma Bustosa. Aktor wychodzi na scenę, zaczyna zawiązywać sznurówki, odważnie patrząc prosto w oczy młodej publiczności. Potem zaczyna swoją podróż w czasie, która rozgrywa się gdzieś pomiędzy dorosłością Dejmisa a jego młodszym ja, Dennisem.

— Ludzie tak często na mnie mówią, kiedy próbują wymówić moje imię, mówi mi potem Dejmis podczas wywiadu.

Rodzice Dejmisa Rustoma Bustosa są z Chile, on sam wychował się w Sztokholmie. Trzy lata temu skończył szkołę teatralną w Göteborgu, do której dostał się za szóstym razem. Na drugim roku studenci dostali za zadanie napisać dwudziestopięciominutowy monolog. Dejmis opowiada z entuzjazmem jak to skłoniło go do poszukiwań w głębi siebie. Rezultatem stał się monolog o różnych tożsamościach i byciu kameleonem. To wtedy, w wieku 24 lat, spotkał się z pojęciem pomiędzybytu.

— Wszyscy rozumieją, że to oznacza pewien kryzys tożsamości. Bez względu na to w jakim jesteś środowisku, czujesz się obco. Dla mnie to pojęcie oznacza wewnętrzną walkę, którą toczą ze sobą moje odmienne tożsamości. Moje chileńskie dziedzictwo kulturalne i nieosiągalna szwedzkość. Ta walka spowodowała we mnie potworny rozłam.

Ze sceny Dejmis krzyczy: Dzieci są szczere do bólu! A potem wyrzuca swojemu młodszemu ja: Czemu pozwalasz kumplom, żeby sobie z ciebie żartowali? To mają niby być twoi prawdziwi koledzy? Czemu nigdy nie odbierasz telefonów od mamy? Dlaczego wstydzisz się za swojego tatę?

— Kiedy żartowali sobie moim kosztem pamiętam, że wiele razy myślałem: Co to ma kurde być? Wcale mnie to nie bawiło, ale powtarzałem sobie: przecież oni tylko żartują. Robią to z sympatii do mnie. Nic w tym złego. Ale gdzieś w głębi duszy coś to ze mną robiło.

I było ci z tym ostatecznie źle.

— Dokładnie. Ciągle czułem, że nie pasowałem do reszty. Czułem się jak misfit. I do tego te codzienne subtelne przejawy rasizmu. To wszystko osadza się w tobie jak filtr, jest jak dodatkowe czujne oko. Cały czas masz się na baczności.

Siedzimy na jednym z teatralnych korytarzy. Podczas gdy znane twarze aktorów przemykają obok nas w drodze na próbę, my rozmawiamy o strategiach. O kompensowaniu poczucia niższości, ciągłym zadowalaniu wszystkich, i byciu przezornym.

— We wcześniejszej wersji monologu, miałem fragment o byciu nadmiernie przezornym. Zamiast wałkowania w głowie minionych wydarzeń i dywagowania nad tym co mogłem powiedzieć czy zrobić w danej sytuacji już po fakcie. Ponieważ przydarzało mi się tak wiele rasistowskich sytuacji wiem już teraz dokładnie, jak postępować, jak się werbalnie odwdzięczyć i co powiedzieć, żeby zabolało mojego rozmówcę tak samo jak mnie. Przez lata takiego traktowania nagromadziło się we mnie wiele złości i chęci zemsty.


Dejmis Rustos Bustom. Foto: Klara G

A czy świadomie unikasz sytuacji, które mogą wywołać w tobie złość albo potrzebę konfrontacji?

— Tak, to brzmi zdecydowanie znajomo. Z niektórymi nauczyłem się sobie radzić, bo często się na nie narażam. Jako jedyna osoba w Szwecji, która nosi to przez rodziców zmyślone imię Dejmis, jestem oczywiście ciągle o nie pytany. Mam w głowie monolog, który zawsze w takich sytuacjach wyrecytowuję.

Przypomina mi się moja znajoma, która kiedyś zilustrowała mi, jak zawsze kiedy ktoś zadaje jej pytania o pochodzenie i jej egzotyczne imię, włącza niewidzialny guzik na ramieniu. I wyłącza w ten sposób uczucia. Guzikiem aktywuje swoją szwedzką osobowość, kiedy tylko przekracza próg swojej pracy, biurowego lunchroomu albo kiedy jest na bankiecie. Pamiętam, że wtedy uważałam to za bezgranicznie głupie – przecież to idealna okazja żeby poćwiczyć sobie język! Przecież te pytania są zupełnie nieszkodliwe, nie wiem po co tak przesadza!
Po kilku latach już tak nie myślę.

Podczas naszej rozmowy zwracam uwagę na pojawiające się co jakiś czas słowo kameleon. W towarzystwie przymiotnika zagubiony. Zagubiony kameleon – czy to nim jest ktoś, kto nosi w sobie poczucia bycia pośrodku i pomiędzy?

— Praca nad przedstawieniem zmusiła mnie do spojrzenia na moje życie i tożsamość z perspektywy czasu. Ciągle starałem się zrozumieć gdzie jest moje miejsce. Ciągle zmieniałem style a czasem nawet różniły się one w zależności od tego, któremu towarzystwu chciałem zaimponować. A mimo to i tak zawsze coś było nie tak. I nawet to starałem się wykorzystać. Mogłem być przesadnie spolegliwy i żartować swoim kosztem, żeby dopasować się do moich kumpli, żeby uważali mnie za zabawnego. Bardzo się ośmieszałem. Pamiętam, jak w liceum zrobiłem striptiz przed całą szkołą. Chciałem, żeby wszyscy myśleli, że jestem crazy i myśleli o tym zamiast mojego wyglądu. Ale nieważne, ile się starałem, zawsze i tak kończyło się na różnych formach rasizmu, albo żartach moim kosztem, z mojego pochodzenia i mojej kultury.

Czy dzięki pracy nad monologiem poznałeś się bliżej?

— Zdecydowanie tak. Monolog dał mi wgląd w siebie, w to jak wartościuję i postrzegam moich przyjaciół. Zacząłem postrzegać ich w nowy sposób, konfrontować ich. W tym procesie dużo rzeczy wyszło na jaw: pamiętam na przykład kiedy prezentowałem Pomiędzybyt dyrekcji teatru i opowiadałem o szkolnych czasach. Zdarzeniach, o których nigdy wcześniej nie mówiłem na głos. Dotarło do mnie, że powodem moich desperackich prób szukania aprobaty u innych było poczucie niższości i chęć kompensowania za moje dziedzictwo kulturowe. Chciałem je wymazać.

W twoim monologu jest dużo wstydu i wyrzutów sumienia.

— Bardzo się wstydzę, że nie broniłem mojego dziedzictwa kulturowego. Moi koledzy mogli sobie żartować kosztem moich rodziców. Z ich szwedzkiego i złej gramatyki a nawet tego, że ja rozmawiając z rodzicami nieświadomie mieszałem hiszpański ze szwedzkim.
Najbardziej jednak mi wstyd, że nie broniłem rodziców.

Ale to już chyba sobie wybaczyłeś? Zrozumiałeś swoje młodsze ja i przestałeś się wstydzić tego, na co nie miałeś wpływu?

— Jeszcze nie do końca. Bo to dla mnie bardzo świeże. Dzięki monologowi, nad którym praca trwa od zaledwie sześciu miesięcy, zyskałem wiele nowych spostrzeżeń. I to jeszcze nie koniec pracy nad sobą. Te kwestie są bardzo delikatne.

A czy kiedykolwiek byłeś w stanie dostrzec atuty pomiędzybytu? Rozmawialiśmy o trudnych stronach tego dysonansu, ale czy on może być pomocny? W czasie dorastania lub teraz?

— Teraz oczywiście, teraz mam dystans. Teraz wiem dokładnie, co się wokół mnie dzieje. Mogę z perspektywy spojrzeć na wszystkie sytuacje, i dokonać świadomego wyboru: podjąć walkę, lub nie. To mnie bardzo uspokaja.
Kiedy byłem młodszy, plusem była znajomość hiszpańskiego. W domu nadal rozmawiam po hiszpańsku z wujkami, ciotkami i mamą. Z rodzeństwem czasami, kiedy nie chcemy, żeby ktoś inny rozumiał o czym mówimy. To wyraźna zaleta! Móc rozmawiać o sekretnych rzeczach po hiszpańsku w autobusie.

Co z hiszpańskiego chciałbyś zaimplementować do szwedzkiego?

— Szwedzkie przekleństwa są tak znormalizowane, że nie można powiedzieć w zasadzie nic szokującego. Chile ma ich o wiele więcej. Pamiętam, jak byłem mały i nazwałem mamę huevona, to słowo miało prawdziwą moc! Nie wspominając o jeszcze brzydszych słowach. Kiedy się wkurzyłem i powiedziałem huevona, w pokoju robiło się cicho i tę ciszę doskonale pamiętam.

A czy czujesz moc słów, które wypowiadasz po hiszpańsku? Ja mogę dziko przeklinać po szwedzku, nie zastanawiając się nad tym, bo to nie jest mój język ojczysty. W przeciwieństwie do przeklinania po polsku. Jak to wygląda u ciebie?

— Pewnie właśnie dlatego przeklinam po hiszpańsku. Bo czuję o wiele więcej, i chyba też dlatego, że słyszę wtedy głos taty. W najtrudniejszym dla mnie okresie kiedy byłem w liceum umierał mój ojciec. Zmarł na raka, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Właśnie wtedy, kiedy czułem się najbardziej zagubiony. Byłem tak cholernie rozdarty, ciężko mi było czuć przynależność i że gdzieś się zakotwiczyłem. Tata był wyjątkiem, przy nim czułem niesamowitą pewność siebie, wsparcie i autorytet. Cała nasza trójka dzieci miała szczególny kontakt z tatą – łatwiej było z nim rozmawiać o problemach i trudnych sprawach niż z mamą, która bardziej się piekliła… Tata był oazą spokoju.

O tym też w twoim monologu.

— Bo to duża część mojej wewnętrznej walki. Kiedy umierał tata, postanowiłem nie być w domu, bo nie radziłem sobie z widokiem jego cierpiącego. O wiele łatwiej było pojechać z kolegami do czyjegoś domu na wsi, być tam i nie przejmować sytuacją w domu. Udawać
, że wszystko jest okej. À propos potrzeby wybaczenia sobie. Czułem ogromne wyrzuty sumienia wobec mamy, która sama niosła cały ciężar. Z drugiej strony, nie można żądać od dziewiętnastolatka, żeby był na tyle dojrzały, by poradzić sobie z taką sytuacją. Moje rodzeństwo i ja byliśmy na to zdecydowanie za młodzi.

Twój Pomiędzybyt skierowany jest do uczniów starszych klas szkół podstawowych i liceów. To dla nich napisałeś ten monolog. Czy to dlatego, że brakowało ci czegoś podobnego w tym wieku?

— Tak, bo to wtedy żarty są najbardziej brutalne, wtedy też zaczynasz się zastanawiać, kim naprawdę jesteś. Zaczynasz poważnie zakorzeniać się w swojej tożsamości i myśleć co dalej w życiu. Gdybym zobaczył podobną sztukę w tym wieku, miałbym może więcej odwagi, żeby być sobą.

Co powiedziałbyś szesnastoletniemu Dejmisowi, jeśli usiadłby tu naprzeciwko ciebie, udręczony i zagubiony?

— Powiedziałem, że wszystko będzie dobrze. A może nawet wyjaśnił, czym jest pomiędzybyt i wytłumaczył: teraz już wiesz i nie musisz uważać, że żarty są śmieszne, kiedy nie są. Oczywiście czasami świetnie się z kumplami bawiliśmy, i to naprawdę nie tak, że ja tylko cały czas cierpiałem. Ale świadomość jak funkcjonują rasistowskie mechanizmy bardzo pomaga w życiu. Pewnie właśnie to bym powiedział.
I jeszcze: ciesz się z życia, baw się dobrze, striptizuj przed całą szkołą, ale rób to świadomie!

Od autorki i tłumaczki tekstu:
To co określam w tym tekście pomiędzybytem, po angielsku in-betweenness to termin, który definiuje poczucie bycia pośrodku, i jak to świetnie ujęła skandynawistka Natalia Kołaczek, ”kiedy nawet wśród tych uznawanych za obcych jest się kimś obcym”.
Nie udało mi się nigdzie znaleźć oficjalnego polskiego odpowiednika tego słowa.

Kasia Syty • 2021-12-20
Kasia Syty är filolog, kulturjournalist och cineast.


Lyktan är en flerspråkig kulturtidskrift med ett särskilt intresse för mötet mellan språk. Med utgångspunkt i ”konst för alla” skriver vi om konst, kultur och flerspråkighet. Vi är politiskt och religiöst obundna och drivs fristående med Konstfrämjandet Västmanland som huvudman. Kontakta oss

Na spotkanie swojego kameleona

Monolog Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt) Dejmisa Rustoma Bustosa. Zdjęcie: Sören Vilks

Jak zmniejszyć do minimum ryzyko narażenia się na rasizm? Aktor Dejmis Rustom Bustos, autor monologu Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt), który tej zimy jest w repertuarze Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie, zdradza Kasi Syty swoje sposoby na manewrowanie pomiędzy różnymi tożsamościami. I opowiada ile smutku, wstydu i stresu go to kosztuje.

Uciec od siebie choć na chwilę. Przez jeden dzień móc przemknąć niezauważonym, wtopić się w tłum w każdym ze środowisk. Pisać bez ciągłej potrzeby sprawdzania niuansów znaczeniowych i gramatycznych konstrukcji. Uciec od swoich zmęczonych ust, które uparcie źle wymawiają i akcentują szwedzkie słowa. Od podejrzliwych spojrzeń ludzi, i od tych, przypominających ultradźwięki, niemal niezauważalnych wibracji wrogości. Uciec od poczucia wykluczenia, od wewnętrznego głosu, który stawia ci niebotycznie wysokie wymagania, jest wiecznie niezadowolony i zawsze nieco przesadnie wściekły.
Czy świadomość istnienia zjawiska pomiędzybytu może pomóc od tego wszystkiego odpocząć? Niekoniecznie. Ale pomoże wytrzymać.

Niewielka sala Tornrummet na jednym z ostatnich pięter Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie została przeobrażona w szkolne podwórko. Siadam na widowni otoczona niesamowicie dobrze wychowaną i spokojną młodzieżą licealną i czekam na rozpoczęcie monologu Dejmisa Rustoma Bustosa. Aktor wychodzi na scenę, zaczyna zawiązywać sznurówki, odważnie patrząc prosto w oczy młodej publiczności. Potem zaczyna swoją podróż w czasie, która rozgrywa się gdzieś pomiędzy dorosłością Dejmisa a jego młodszym ja, Dennisem.

— Ludzie tak często na mnie mówią, kiedy próbują wymówić moje imię, mówi mi potem Dejmis podczas wywiadu.

Rodzice Dejmisa Rustoma Bustosa są z Chile, on sam wychował się w Sztokholmie. Trzy lata temu skończył szkołę teatralną w Göteborgu, do której dostał się za szóstym razem. Na drugim roku studenci dostali za zadanie napisać dwudziestopięciominutowy monolog. Dejmis opowiada z entuzjazmem jak to skłoniło go do poszukiwań w głębi siebie. Rezultatem stał się monolog o różnych tożsamościach i byciu kameleonem. To wtedy, w wieku 24 lat, spotkał się z pojęciem pomiędzybytu.

— Wszyscy rozumieją, że to oznacza pewien kryzys tożsamości. Bez względu na to w jakim jesteś środowisku, czujesz się obco. Dla mnie to pojęcie oznacza wewnętrzną walkę, którą toczą ze sobą moje odmienne tożsamości. Moje chileńskie dziedzictwo kulturalne i nieosiągalna szwedzkość. Ta walka spowodowała we mnie potworny rozłam.

Ze sceny Dejmis krzyczy: Dzieci są szczere do bólu! A potem wyrzuca swojemu młodszemu ja: Czemu pozwalasz kumplom, żeby sobie z ciebie żartowali? To mają niby być twoi prawdziwi koledzy? Czemu nigdy nie odbierasz telefonów od mamy? Dlaczego wstydzisz się za swojego tatę?

— Kiedy żartowali sobie moim kosztem pamiętam, że wiele razy myślałem: Co to ma kurde być? Wcale mnie to nie bawiło, ale powtarzałem sobie: przecież oni tylko żartują. Robią to z sympatii do mnie. Nic w tym złego. Ale gdzieś w głębi duszy coś to ze mną robiło.

I było ci z tym ostatecznie źle.

— Dokładnie. Ciągle czułem, że nie pasowałem do reszty. Czułem się jak misfit. I do tego te codzienne subtelne przejawy rasizmu. To wszystko osadza się w tobie jak filtr, jest jak dodatkowe czujne oko. Cały czas masz się na baczności.

Siedzimy na jednym z teatralnych korytarzy. Podczas gdy znane twarze aktorów przemykają obok nas w drodze na próbę, my rozmawiamy o strategiach. O kompensowaniu poczucia niższości, ciągłym zadowalaniu wszystkich, i byciu przezornym.

— We wcześniejszej wersji monologu, miałem fragment o byciu nadmiernie przezornym. Zamiast wałkowania w głowie minionych wydarzeń i dywagowania nad tym co mogłem powiedzieć czy zrobić w danej sytuacji już po fakcie. Ponieważ przydarzało mi się tak wiele rasistowskich sytuacji wiem już teraz dokładnie, jak postępować, jak się werbalnie odwdzięczyć i co powiedzieć, żeby zabolało mojego rozmówcę tak samo jak mnie. Przez lata takiego traktowania nagromadziło się we mnie wiele złości i chęci zemsty.


Dejmis Rustos Bustom. Foto: Klara G

A czy świadomie unikasz sytuacji, które mogą wywołać w tobie złość albo potrzebę konfrontacji?

— Tak, to brzmi zdecydowanie znajomo. Z niektórymi nauczyłem się sobie radzić, bo często się na nie narażam. Jako jedyna osoba w Szwecji, która nosi to przez rodziców zmyślone imię Dejmis, jestem oczywiście ciągle o nie pytany. Mam w głowie monolog, który zawsze w takich sytuacjach wyrecytowuję.

Przypomina mi się moja znajoma, która kiedyś zilustrowała mi, jak zawsze kiedy ktoś zadaje jej pytania o pochodzenie i jej egzotyczne imię, włącza niewidzialny guzik na ramieniu. I wyłącza w ten sposób uczucia. Guzikiem aktywuje swoją szwedzką osobowość, kiedy tylko przekracza próg swojej pracy, biurowego lunchroomu albo kiedy jest na bankiecie. Pamiętam, że wtedy uważałam to za bezgranicznie głupie – przecież to idealna okazja żeby poćwiczyć sobie język! Przecież te pytania są zupełnie nieszkodliwe, nie wiem po co tak przesadza!
Po kilku latach już tak nie myślę.

Podczas naszej rozmowy zwracam uwagę na pojawiające się co jakiś czas słowo kameleon. W towarzystwie przymiotnika zagubiony. Zagubiony kameleon – czy to nim jest ktoś, kto nosi w sobie poczucia bycia pośrodku i pomiędzy?

— Praca nad przedstawieniem zmusiła mnie do spojrzenia na moje życie i tożsamość z perspektywy czasu. Ciągle starałem się zrozumieć gdzie jest moje miejsce. Ciągle zmieniałem style a czasem nawet różniły się one w zależności od tego, któremu towarzystwu chciałem zaimponować. A mimo to i tak zawsze coś było nie tak. I nawet to starałem się wykorzystać. Mogłem być przesadnie spolegliwy i żartować swoim kosztem, żeby dopasować się do moich kumpli, żeby uważali mnie za zabawnego. Bardzo się ośmieszałem. Pamiętam, jak w liceum zrobiłem striptiz przed całą szkołą. Chciałem, żeby wszyscy myśleli, że jestem crazy i myśleli o tym zamiast mojego wyglądu. Ale nieważne, ile się starałem, zawsze i tak kończyło się na różnych formach rasizmu, albo żartach moim kosztem, z mojego pochodzenia i mojej kultury.

Czy dzięki pracy nad monologiem poznałeś się bliżej?

— Zdecydowanie tak. Monolog dał mi wgląd w siebie, w to jak wartościuję i postrzegam moich przyjaciół. Zacząłem postrzegać ich w nowy sposób, konfrontować ich. W tym procesie dużo rzeczy wyszło na jaw: pamiętam na przykład kiedy prezentowałem Pomiędzybyt dyrekcji teatru i opowiadałem o szkolnych czasach. Zdarzeniach, o których nigdy wcześniej nie mówiłem na głos. Dotarło do mnie, że powodem moich desperackich prób szukania aprobaty u innych było poczucie niższości i chęć kompensowania za moje dziedzictwo kulturowe. Chciałem je wymazać.

W twoim monologu jest dużo wstydu i wyrzutów sumienia.

— Bardzo się wstydzę, że nie broniłem mojego dziedzictwa kulturowego. Moi koledzy mogli sobie żartować kosztem moich rodziców. Z ich szwedzkiego i złej gramatyki a nawet tego, że ja rozmawiając z rodzicami nieświadomie mieszałem hiszpański ze szwedzkim.
Najbardziej jednak mi wstyd, że nie broniłem rodziców.

Ale to już chyba sobie wybaczyłeś? Zrozumiałeś swoje młodsze ja i przestałeś się wstydzić tego, na co nie miałeś wpływu?

— Jeszcze nie do końca. Bo to dla mnie bardzo świeże. Dzięki monologowi, nad którym praca trwa od zaledwie sześciu miesięcy, zyskałem wiele nowych spostrzeżeń. I to jeszcze nie koniec pracy nad sobą. Te kwestie są bardzo delikatne.

A czy kiedykolwiek byłeś w stanie dostrzec atuty pomiędzybytu? Rozmawialiśmy o trudnych stronach tego dysonansu, ale czy on może być pomocny? W czasie dorastania lub teraz?

— Teraz oczywiście, teraz mam dystans. Teraz wiem dokładnie, co się wokół mnie dzieje. Mogę z perspektywy spojrzeć na wszystkie sytuacje, i dokonać świadomego wyboru: podjąć walkę, lub nie. To mnie bardzo uspokaja.
Kiedy byłem młodszy, plusem była znajomość hiszpańskiego. W domu nadal rozmawiam po hiszpańsku z wujkami, ciotkami i mamą. Z rodzeństwem czasami, kiedy nie chcemy, żeby ktoś inny rozumiał o czym mówimy. To wyraźna zaleta! Móc rozmawiać o sekretnych rzeczach po hiszpańsku w autobusie.

Co z hiszpańskiego chciałbyś zaimplementować do szwedzkiego?

— Szwedzkie przekleństwa są tak znormalizowane, że nie można powiedzieć w zasadzie nic szokującego. Chile ma ich o wiele więcej. Pamiętam, jak byłem mały i nazwałem mamę huevona, to słowo miało prawdziwą moc! Nie wspominając o jeszcze brzydszych słowach. Kiedy się wkurzyłem i powiedziałem huevona, w pokoju robiło się cicho i tę ciszę doskonale pamiętam.

A czy czujesz moc słów, które wypowiadasz po hiszpańsku? Ja mogę dziko przeklinać po szwedzku, nie zastanawiając się nad tym, bo to nie jest mój język ojczysty. W przeciwieństwie do przeklinania po polsku. Jak to wygląda u ciebie?

— Pewnie właśnie dlatego przeklinam po hiszpańsku. Bo czuję o wiele więcej, i chyba też dlatego, że słyszę wtedy głos taty. W najtrudniejszym dla mnie okresie kiedy byłem w liceum umierał mój ojciec. Zmarł na raka, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Właśnie wtedy, kiedy czułem się najbardziej zagubiony. Byłem tak cholernie rozdarty, ciężko mi było czuć przynależność i że gdzieś się zakotwiczyłem. Tata był wyjątkiem, przy nim czułem niesamowitą pewność siebie, wsparcie i autorytet. Cała nasza trójka dzieci miała szczególny kontakt z tatą – łatwiej było z nim rozmawiać o problemach i trudnych sprawach niż z mamą, która bardziej się piekliła… Tata był oazą spokoju.

O tym też w twoim monologu.

— Bo to duża część mojej wewnętrznej walki. Kiedy umierał tata, postanowiłem nie być w domu, bo nie radziłem sobie z widokiem jego cierpiącego. O wiele łatwiej było pojechać z kolegami do czyjegoś domu na wsi, być tam i nie przejmować sytuacją w domu. Udawać
, że wszystko jest okej. À propos potrzeby wybaczenia sobie. Czułem ogromne wyrzuty sumienia wobec mamy, która sama niosła cały ciężar. Z drugiej strony, nie można żądać od dziewiętnastolatka, żeby był na tyle dojrzały, by poradzić sobie z taką sytuacją. Moje rodzeństwo i ja byliśmy na to zdecydowanie za młodzi.

Twój Pomiędzybyt skierowany jest do uczniów starszych klas szkół podstawowych i liceów. To dla nich napisałeś ten monolog. Czy to dlatego, że brakowało ci czegoś podobnego w tym wieku?

— Tak, bo to wtedy żarty są najbardziej brutalne, wtedy też zaczynasz się zastanawiać, kim naprawdę jesteś. Zaczynasz poważnie zakorzeniać się w swojej tożsamości i myśleć co dalej w życiu. Gdybym zobaczył podobną sztukę w tym wieku, miałbym może więcej odwagi, żeby być sobą.

Co powiedziałbyś szesnastoletniemu Dejmisowi, jeśli usiadłby tu naprzeciwko ciebie, udręczony i zagubiony?

— Powiedziałem, że wszystko będzie dobrze. A może nawet wyjaśnił, czym jest pomiędzybyt i wytłumaczył: teraz już wiesz i nie musisz uważać, że żarty są śmieszne, kiedy nie są. Oczywiście czasami świetnie się z kumplami bawiliśmy, i to naprawdę nie tak, że ja tylko cały czas cierpiałem. Ale świadomość jak funkcjonują rasistowskie mechanizmy bardzo pomaga w życiu. Pewnie właśnie to bym powiedział.
I jeszcze: ciesz się z życia, baw się dobrze, striptizuj przed całą szkołą, ale rób to świadomie!

Od autorki i tłumaczki tekstu:
To co określam w tym tekście pomiędzybytem, po angielsku in-betweenness to termin, który definiuje poczucie bycia pośrodku, i jak to świetnie ujęła skandynawistka Natalia Kołaczek, ”kiedy nawet wśród tych uznawanych za obcych jest się kimś obcym”.
Nie udało mi się nigdzie znaleźć oficjalnego polskiego odpowiednika tego słowa.

Kasia Syty • 2021-12-20
Kasia Syty är filolog, kulturjournalist och cineast.


Lyktan är en flerspråkig kulturtidskrift med ett särskilt intresse för mötet mellan språk. Med utgångspunkt i ”konst för alla” skriver vi om konst, kultur och flerspråkighet. Vi är politiskt och religiöst obundna och drivs fristående med Konstfrämjandet Västmanland som huvudman. Kontakta oss