Na spotkanie swojego kameleona

Monolog Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt) Dejmisa Rustoma Bustosa. Zdjęcie: Sören Vilks

Jak zmniejszyć do minimum ryzyko narażenia się na rasizm? Aktor Dejmis Rustom Bustos, autor monologu Mellanförskapet (tłum. Pomiędzybyt), który tej zimy jest w repertuarze Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie, zdradza Kasi Syty swoje sposoby na manewrowanie pomiędzy różnymi tożsamościami. I opowiada ile smutku, wstydu i stresu go to kosztuje.

Uciec od siebie choć na chwilę. Przez jeden dzień móc przemknąć niezauważonym, wtopić się w tłum w każdym ze środowisk. Pisać bez ciągłej potrzeby sprawdzania niuansów znaczeniowych i gramatycznych konstrukcji. Uciec od swoich zmęczonych ust, które uparcie źle wymawiają i akcentują szwedzkie słowa. Od podejrzliwych spojrzeń ludzi, i od tych, przypominających ultradźwięki, niemal niezauważalnych wibracji wrogości. Uciec od poczucia wykluczenia, od wewnętrznego głosu, który stawia ci niebotycznie wysokie wymagania, jest wiecznie niezadowolony i zawsze nieco przesadnie wściekły.
Czy świadomość istnienia zjawiska pomiędzybytu może pomóc od tego wszystkiego odpocząć? Niekoniecznie. Ale pomoże wytrzymać.

Niewielka sala Tornrummet na jednym z ostatnich pięter Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie została przeobrażona w szkolne podwórko. Siadam na widowni otoczona niesamowicie dobrze wychowaną i spokojną młodzieżą licealną i czekam na rozpoczęcie monologu Dejmisa Rustoma Bustosa. Aktor wychodzi na scenę, zaczyna zawiązywać sznurówki, odważnie patrząc prosto w oczy młodej publiczności. Potem zaczyna swoją podróż w czasie, która rozgrywa się gdzieś pomiędzy dorosłością Dejmisa a jego młodszym ja, Dennisem.

— Ludzie tak często na mnie mówią, kiedy próbują wymówić moje imię, mówi mi potem Dejmis podczas wywiadu.

Rodzice Dejmisa Rustoma Bustosa są z Chile, on sam wychował się w Sztokholmie. Trzy lata temu skończył szkołę teatralną w Göteborgu, do której dostał się za szóstym razem. Na drugim roku studenci dostali za zadanie napisać dwudziestopięciominutowy monolog. Dejmis opowiada z entuzjazmem jak to skłoniło go do poszukiwań w głębi siebie. Rezultatem stał się monolog o różnych tożsamościach i byciu kameleonem. To wtedy, w wieku 24 lat, spotkał się z pojęciem pomiędzybytu.

— Wszyscy rozumieją, że to oznacza pewien kryzys tożsamości. Bez względu na to w jakim jesteś środowisku, czujesz się obco. Dla mnie to pojęcie oznacza wewnętrzną walkę, którą toczą ze sobą moje odmienne tożsamości. Moje chileńskie dziedzictwo kulturalne i nieosiągalna szwedzkość. Ta walka spowodowała we mnie potworny rozłam.

Ze sceny Dejmis krzyczy: Dzieci są szczere do bólu! A potem wyrzuca swojemu młodszemu ja: Czemu pozwalasz kumplom, żeby sobie z ciebie żartowali? To mają niby być twoi prawdziwi koledzy? Czemu nigdy nie odbierasz telefonów od mamy? Dlaczego wstydzisz się za swojego tatę?

— Kiedy żartowali sobie moim kosztem pamiętam, że wiele razy myślałem: Co to ma kurde być? Wcale mnie to nie bawiło, ale powtarzałem sobie: przecież oni tylko żartują. Robią to z sympatii do mnie. Nic w tym złego. Ale gdzieś w głębi duszy coś to ze mną robiło.

I było ci z tym ostatecznie źle.

— Dokładnie. Ciągle czułem, że nie pasowałem do reszty. Czułem się jak misfit. I do tego te codzienne subtelne przejawy rasizmu. To wszystko osadza się w tobie jak filtr, jest jak dodatkowe czujne oko. Cały czas masz się na baczności.

Siedzimy na jednym z teatralnych korytarzy. Podczas gdy znane twarze aktorów przemykają obok nas w drodze na próbę, my rozmawiamy o strategiach. O kompensowaniu poczucia niższości, ciągłym zadowalaniu wszystkich, i byciu przezornym.

— We wcześniejszej wersji monologu, miałem fragment o byciu nadmiernie przezornym. Zamiast wałkowania w głowie minionych wydarzeń i dywagowania nad tym co mogłem powiedzieć czy zrobić w danej sytuacji już po fakcie. Ponieważ przydarzało mi się tak wiele rasistowskich sytuacji wiem już teraz dokładnie, jak postępować, jak się werbalnie odwdzięczyć i co powiedzieć, żeby zabolało mojego rozmówcę tak samo jak mnie. Przez lata takiego traktowania nagromadziło się we mnie wiele złości i chęci zemsty.


Dejmis Rustos Bustom. Zdjęcie: Klara G

A czy świadomie unikasz sytuacji, które mogą wywołać w tobie złość albo potrzebę konfrontacji?

— Tak, to brzmi zdecydowanie znajomo. Z niektórymi nauczyłem się sobie radzić, bo często się na nie narażam. Jako jedyna osoba w Szwecji, która nosi to przez rodziców zmyślone imię Dejmis, jestem oczywiście ciągle o nie pytany. Mam w głowie monolog, który zawsze w takich sytuacjach wyrecytowuję.

Przypomina mi się moja znajoma, która kiedyś zilustrowała mi, jak zawsze kiedy ktoś zadaje jej pytania o pochodzenie i jej egzotyczne imię, włącza niewidzialny guzik na ramieniu. I wyłącza w ten sposób uczucia. Guzikiem aktywuje swoją szwedzką osobowość, kiedy tylko przekracza próg swojej pracy, biurowego lunchroomu albo kiedy jest na bankiecie. Pamiętam, że wtedy uważałam to za bezgranicznie głupie – przecież to idealna okazja żeby poćwiczyć sobie język! Przecież te pytania są zupełnie nieszkodliwe, nie wiem po co tak przesadza!
Po kilku latach już tak nie myślę.

Podczas naszej rozmowy zwracam uwagę na pojawiające się co jakiś czas słowo kameleon. W towarzystwie przymiotnika zagubiony. Zagubiony kameleon – czy to nim jest ktoś, kto nosi w sobie poczucia bycia pośrodku i pomiędzy?

— Praca nad przedstawieniem zmusiła mnie do spojrzenia na moje życie i tożsamość z perspektywy czasu. Ciągle starałem się zrozumieć gdzie jest moje miejsce. Ciągle zmieniałem style a czasem nawet różniły się one w zależności od tego, któremu towarzystwu chciałem zaimponować. A mimo to i tak zawsze coś było nie tak. I nawet to starałem się wykorzystać. Mogłem być przesadnie spolegliwy i żartować swoim kosztem, żeby dopasować się do moich kumpli, żeby uważali mnie za zabawnego. Bardzo się ośmieszałem. Pamiętam, jak w liceum zrobiłem striptiz przed całą szkołą. Chciałem, żeby wszyscy myśleli, że jestem crazy i myśleli o tym zamiast mojego wyglądu. Ale nieważne, ile się starałem, zawsze i tak kończyło się na różnych formach rasizmu, albo żartach moim kosztem, z mojego pochodzenia i mojej kultury.

Czy dzięki pracy nad monologiem poznałeś się bliżej?

— Zdecydowanie tak. Monolog dał mi wgląd w siebie, w to jak wartościuję i postrzegam moich przyjaciół. Zacząłem postrzegać ich w nowy sposób, konfrontować ich. W tym procesie dużo rzeczy wyszło na jaw: pamiętam na przykład kiedy prezentowałem Pomiędzybyt dyrekcji teatru i opowiadałem o szkolnych czasach. Zdarzeniach, o których nigdy wcześniej nie mówiłem na głos. Dotarło do mnie, że powodem moich desperackich prób szukania aprobaty u innych było poczucie niższości i chęć kompensowania za moje dziedzictwo kulturowe. Chciałem je wymazać.

W twoim monologu jest dużo wstydu i wyrzutów sumienia.

— Bardzo się wstydzę, że nie broniłem mojego dziedzictwa kulturowego. Moi koledzy mogli sobie żartować kosztem moich rodziców. Z ich szwedzkiego i złej gramatyki a nawet tego, że ja rozmawiając z rodzicami nieświadomie mieszałem hiszpański ze szwedzkim.
Najbardziej jednak mi wstyd, że nie broniłem rodziców.

Ale to już chyba sobie wybaczyłeś? Zrozumiałeś swoje młodsze ja i przestałeś się wstydzić tego, na co nie miałeś wpływu?

— Jeszcze nie do końca. Bo to dla mnie bardzo świeże. Dzięki monologowi, nad którym praca trwa od zaledwie sześciu miesięcy, zyskałem wiele nowych spostrzeżeń. I to jeszcze nie koniec pracy nad sobą. Te kwestie są bardzo delikatne.

A czy kiedykolwiek byłeś w stanie dostrzec atuty pomiędzybytu? Rozmawialiśmy o trudnych stronach tego dysonansu, ale czy on może być pomocny? W czasie dorastania lub teraz?

— Teraz oczywiście, teraz mam dystans. Teraz wiem dokładnie, co się wokół mnie dzieje. Mogę z perspektywy spojrzeć na wszystkie sytuacje, i dokonać świadomego wyboru: podjąć walkę, lub nie. To mnie bardzo uspokaja.
Kiedy byłem młodszy, plusem była znajomość hiszpańskiego. W domu nadal rozmawiam po hiszpańsku z wujkami, ciotkami i mamą. Z rodzeństwem czasami, kiedy nie chcemy, żeby ktoś inny rozumiał o czym mówimy. To wyraźna zaleta! Móc rozmawiać o sekretnych rzeczach po hiszpańsku w autobusie.

Co z hiszpańskiego chciałbyś zaimplementować do szwedzkiego?

— Szwedzkie przekleństwa są tak znormalizowane, że nie można powiedzieć w zasadzie nic szokującego. Chile ma ich o wiele więcej. Pamiętam, jak byłem mały i nazwałem mamę huevona, to słowo miało prawdziwą moc! Nie wspominając o jeszcze brzydszych słowach. Kiedy się wkurzyłem i powiedziałem huevona, w pokoju robiło się cicho i tę ciszę doskonale pamiętam.

A czy czujesz moc słów, które wypowiadasz po hiszpańsku? Ja mogę dziko przeklinać po szwedzku, nie zastanawiając się nad tym, bo to nie jest mój język ojczysty. W przeciwieństwie do przeklinania po polsku. Jak to wygląda u ciebie?

— Pewnie właśnie dlatego przeklinam po hiszpańsku. Bo czuję o wiele więcej, i chyba też dlatego, że słyszę wtedy głos taty. W najtrudniejszym dla mnie okresie kiedy byłem w liceum umierał mój ojciec. Zmarł na raka, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Właśnie wtedy, kiedy czułem się najbardziej zagubiony. Byłem tak cholernie rozdarty, ciężko mi było czuć przynależność i że gdzieś się zakotwiczyłem. Tata był wyjątkiem, przy nim czułem niesamowitą pewność siebie, wsparcie i autorytet. Cała nasza trójka dzieci miała szczególny kontakt z tatą – łatwiej było z nim rozmawiać o problemach i trudnych sprawach niż z mamą, która bardziej się piekliła… Tata był oazą spokoju.

O tym też w twoim monologu.

— Bo to duża część mojej wewnętrznej walki. Kiedy umierał tata, postanowiłem nie być w domu, bo nie radziłem sobie z widokiem jego cierpiącego. O wiele łatwiej było pojechać z kolegami do czyjegoś domu na wsi, być tam i nie przejmować sytuacją w domu. Udawać
, że wszystko jest okej. À propos potrzeby wybaczenia sobie. Czułem ogromne wyrzuty sumienia wobec mamy, która sama niosła cały ciężar. Z drugiej strony, nie można żądać od dziewiętnastolatka, żeby był na tyle dojrzały, by poradzić sobie z taką sytuacją. Moje rodzeństwo i ja byliśmy na to zdecydowanie za młodzi.

Twój Pomiędzybyt skierowany jest do uczniów starszych klas szkół podstawowych i liceów. To dla nich napisałeś ten monolog. Czy to dlatego, że brakowało ci czegoś podobnego w tym wieku?

— Tak, bo to wtedy żarty są najbardziej brutalne, wtedy też zaczynasz się zastanawiać, kim naprawdę jesteś. Zaczynasz poważnie zakorzeniać się w swojej tożsamości i myśleć co dalej w życiu. Gdybym zobaczył podobną sztukę w tym wieku, miałbym może więcej odwagi, żeby być sobą.

Co powiedziałbyś szesnastoletniemu Dejmisowi, jeśli usiadłby tu naprzeciwko ciebie, udręczony i zagubiony?

— Powiedziałem, że wszystko będzie dobrze. A może nawet wyjaśnił, czym jest pomiędzybyt i wytłumaczył: teraz już wiesz i nie musisz uważać, że żarty są śmieszne, kiedy nie są. Oczywiście czasami świetnie się z kumplami bawiliśmy, i to naprawdę nie tak, że ja tylko cały czas cierpiałem. Ale świadomość jak funkcjonują rasistowskie mechanizmy bardzo pomaga w życiu. Pewnie właśnie to bym powiedział.
I jeszcze: ciesz się z życia, baw się dobrze, striptizuj przed całą szkołą, ale rób to świadomie!

Od autorki i tłumaczki tekstu:
To co określam w tym tekście pomiędzybytem, po angielsku in-betweenness to termin, który definiuje poczucie bycia pośrodku, i jak to świetnie ujęła skandynawistka Natalia Kołaczek, ”kiedy nawet wśród tych uznawanych za obcych jest się kimś obcym”.
Nie udało mi się nigdzie znaleźć oficjalnego polskiego odpowiednika tego słowa.

Kasia Syty • 2021-12-20
Kasia Syty jest filolożką, dziennikarką kulturalną i kinomanką.


Lyktan to wielojęzyczny magazyn poświęcony kulturze z naciskiem na relacje międzyjęzykowe. W oparciu o dewizę ”sztuka dla wszystkich” piszemy o sztuce, kulturze i wielojęzyczności. To magazyn apolityczny i niezależny religijnie, wydawany pod patronatem Konstfrämjandet Västmanland. Kontakt

Att möta sin inre kameleont

Demis Rustom Bustos i föreställningen Mellanförskapet på Dramaten. Foto: Sören Vilks

Hur minimerar man risken att bli utsatt för rasism? Skådespelaren Dejmis Rustom Bustos, aktuell med monolog-föreställningen Mellanförskapet på Dramaten, berättar för Lyktans Kasia Syty om de knep som hjälpt honom manövrera sina olika identiteter. Och om den sorg, skam och stress det kostat honom.

Att få slippa vara sig själv. Att för en dag bara kunna passera, gå in i ett rum och vara som alla andra. Få skriva utan att behöva kolla upp betydelsenyanser och grammatiska konstruktioner. Slippa vara trött på munnen som envisas med att betona andromeda eller förgätmigej fel. Slippa jag-kan-inte-placera-dig-blickar och nästan omärkbara ultraljudslika vibbar av fientlighet. Att slippa utanförskap, och att ens egen inre röst ställer så orimliga krav, aldrig är nöjd och alltid lite överdrivet arg. Kan mellanförskapet ge en efterlängtad vila från allt detta? Knappast. Men medvetenheten hjälper en att stå ut.

Tornrummet på Dramaten har förvandlats till en skolgård. På läktaren sitter jag omringad av otroligt väluppfostrade, knäpptysta gymnasieelever och inväntar Dejmis Rustom Bustos monologföreställning. Han kommer in, börjar knyta skorna och tittar oblygt ungdomarna i ögonen. Sedan drar hans tidsresa igång. Den utspelar sig i något slags mellanland, med den vuxne Dejmis och hans yngre jag, som i föreställningen kallas för Dennis.

— Jag blir ofta kallad det när folk försöker uttala mitt namn, berättar han när vi får tillfälle att prata.

Dejmis Rustom Bustos är uppvuxen i Sverige med chilenska föräldrar. För tre år sedan tog han examen vid Scenskolan i Göteborg, som han kommit in på på sjätte försöket. Vi samtalar om skolgången. I tvåan skulle alla göra en monolog på 25 minuter. Dejmis berättar ivrigt hur han började rota i sig själv, gjorde sin första föreställning om olika identiteter, och hur det var att vara kameleont. Det var också då, i 24-årsåldern, som han kom i kontakt med begreppet mellanförskap.

— Alla är underförstådda med att det handlar om att inte riktigt kunna bestämma vem man är och att man ses olika beroende på vilket rum man är i. Men för mig har det handlat om den inre kampen. Den kamp som har skapats mellan mina olika identiteter. Mitt chilenska kulturella arv och den strävande svenskheten. Den kampen har kluvit mig så fruktansvärt.

På scenen skriker han: Barn är så jävla filterlösa! För att sedan skälla ut sitt yngre jag: Varför tillåter du dina polare att skämta på det sättet? Är de dina riktiga kompisar? Varför svarar du aldrig när mamma ringer? Varför skäms du för din pappa?

— När det skämtades på min bekostnad minns jag att jag många gånger tänkte: vad fan är det här? Det känns inte kul, och sedan ursäktade jag dem direkt: men de skämtar ju bara. De gör det av kärlek, de tycker om mig. Det är bara kärleksfullt. Men det där gör något med en.

Man mår kanske inte särskilt bra till slut?

— Absolut inte. Jag kände ju hela tiden att jag aldrig passade in. Jag kände mig hela tiden som en missfit. Och så vardagsrasismen som man är med om hela tiden. Den sätter sig som ett filter, som ett extraöga. Du är hela tiden på din vakt.

I en av Dramatens korridorer, medan den välkända ensemblen hejar på Dejmis på väg till ett genomdrag i Målarsalen, pratar vi strategier. Om att överkompensera, att pleasa och vara förklok.

— I en tidigare version av föreställningen hade jag med ett stycke som handlade om att vara förklok istället för efterklok. Om att slippa återuppspela saker i huvudet hela tiden och till slut komma på vad man borde ha sagt och gjort. Eftersom jag har varit med om så många rasistiska situationer vet jag numera exakt hur jag ska hantera dem, hur jag ska trycka tillbaka, vad jag ska säga för att det ska göra lika ont i dem som i mig. Det har byggt upp mycket ilska och mycket hämndlystenhet, att hela tiden bli behandlad på det sättet. 


Dejmis Rustos Bustom. Foto: Klara G

Har du också känt att du undviker vissa situationer som kan trigga ilskan eller behovet av konfrontation?

— Ja, det känner jag igen väldigt mycket. Vissa har jag lärt mig att hantera och utsätta mig för. Jag heter ju Dejmis, och är den enda i Sverige som gör det, det är ett påhittat namn. Och när folk frågar mig om det vet jag exakt vad jag ska svara. Jag har en monolog som jag spelar upp varje gång frågan kommer.

Jag tänker på min bekant som en gång illustrerade hur hon trycker på en låtsasknapp på sin arm varje gång hon får frågor om sitt namn eller ursprung. Hur hon stänger av sina känslor. Att hon med knappen aktiverar sin svenska personlighet så fort hon beträder tröskeln till sitt jobb, lunchrummet eller måste vara med på ett mingel. Jag tänkte på den tiden att det var så dumt av henne, att hon ju kunde se det som tillfällen att få öva språket! Det är väl inga farliga frågor, gud vad hon sjåpar sig! 
Några år senare tänker jag inte alls så längre. 

Jag märker under mitt samtal med Dejmis att ordet kameleont dyker upp med jämna mellanrum. Och vilsen. En vilsen kameleont – är det det man är när man famlar omkring i sitt mellanförskap?

— Arbetet med föreställningen fick mig att tänka tillbaka på mitt liv och hur många olika identiteter jag haft. Att jag hela tiden har försökt finna var jag passar in någonstans. Jag har haft väldigt många olika stilar och ibland också bytt stil beroende på vilken umgängeskrets jag velat pleasa.
Men ändå var det något som skar sig. Och jag testade till och med att försöka spela på det. Ibland kunde jag vara överdrivet givmild och skämta på min egen bekostnad för att komma in i mina kompisars jargong, för att de skulle tycka det var roligt. Jag förlöjligade mig själv väldigt mycket. Jag minns när jag gick på gymnasiet, att jag under en så kallad talangjakt strippade inför hela skolan, som ett nummer. För att de skulle tycka att jag var crazy, och se den delen istället för att se mitt yttre. Men oavsett hur mycket jag kämpade kom det alltid tillbaka till någon form av rasism, eller något slags skämtande på min bekostnad, om mitt ursprung och min kultur.

Gav dig arbetet med föreställningen några helt nya insikter?

— Hundra procent. Insikter om mig själv, insikter om hur jag hanterar och värdesätter mina vänner. Jag började värdesätta dem på nytt, säga ifrån. Och många tuffa grejer dök upp: jag minns till exempel när jag skulle pitcha Mellanförskapet för ledningen – och berättade om hur mycket jag spelade med under min skolgång. Det var saker jag aldrig sagt högt förut. Jag insåg att anledningen bakom min jakt på bekräftelse var att jag kände mig utanför och ville överkompensera för mitt kulturella arv. Jag ville sudda bort det. 

Du handskas med mycket ånger och skam i din föreställning. 
— Jag skäms väldigt mycket över att jag inte har försvarat mitt kulturella arv. Folk kunde skämta på mina föräldrars bekostnad. Hur de pratade svenska och deras grammatik och hur jag pratade med mina föräldrar och omedvetet växlade mellan spanska och svenska.
Jag skäms framför allt över att jag inte försvarade mina föräldrar. 

Men har du förlåtit dig? Mött det yngre jaget och slutat skämmas för allt det som du inte kunde påverka? Kan du snart säga att du inte skäms längre?

— Jag är på väg dit men har inte nått hela vägen fram än. För att det är så nytt. Jag har fått så många nya insikter från det här arbetet som bara är ett halvår gammalt. Så jag är inte klar än. Det är så ömma saker att ta tag i.

Har du någonsin kunnat se mellanförskapet som en tillgång? Vi har pratat om de jobbiga sidorna, men har det någonsin varit till hjälp? Under din uppväxt eller nu.

— Nu absolut, nu har jag ett filter. Nu vet jag exakt vad som händer. Nu kan jag zooma ut och se situationer för vad de är och kan göra ett medvetet val: ska jag ta fighten eller ska jag inte göra det. Det gör mig mycket lugnare. När jag var yngre, kanske att jag kunde få någon slags fördel för att jag pratade spanska. Jag pratar fortfarande spanska hemma med mina morbröder, mostrar och mamma. Syskon ibland, när vi pratar hemligheter. Det är en klar fördel! Att kunna säga hemliga saker på spanska på en buss. 

Finns det något i spanskan du skulle vilja implementera i svenskan?

— Svordomar i Sverige är så normaliserade så det finns ingenting man kan säga som är särskilt chockerande. I Chile har man många fler. Jag minns när jag var liten och kallade min mamma för huevona, det var det värsta jag kunde säga. För att inte nämna de ännu fulare orden. Om jag eldade upp mig och sa huevona till min mamma blev det tyst i rummet och den tystnaden minns jag mycket väl.

Känner du styrkan i orden du använde då? Jag kan svära hejvilt på svenska utan att reflektera över det eftersom det inte är mitt modersmål. Det känns inte lika mycket som när jag svär på polska. Hur är det för dig?

— Det är nog därför jag svär på spanska. För att det känns mycket mer och kanske också för att jag hör pappas röst då. Under den svåraste perioden på gymnasiet låg min pappa för döden. Han dog i cancer när jag var nitton. Just när jag var som vilsnast. Jag var så jävla vilsen i mig själv då, hade svårt att känna tillhörighet, svårt att känna var jag förankrade mig själv någonstans. Förutom i pappa, där kände jag en otrolig tillförlit, hade stöd och vägledning.
Alla vi tre barn hade en speciell kontakt med pappa – det var lättare att prata med honom om problem och svåra saker än med mamma som eldade upp sig mer … Pappa hade ett lugn över sig.

Du tar upp det i din föreställning.

— För det är en stor del av min inre kamp. Jag valde att inte vara hemma när pappa låg för döden för jag tyckte det var för jobbigt att se. Det var så mycket lättare att följa med mina kompisar till någons lantställe och vara där och skita i vad som hände hemma och låtsas som om det regnade. Där kan vi prata om att behöva förlåta sig själv. Jag har känt väldigt mycket skuld gentemot min mamma som fick bära hela oket själv. Å andra sidan kan inte ens jag själv kräva av en nittonåring att vara mogen nog att hantera en sådan situation. Jag och mina syskon var alldeles för unga för det.

Mellanförskapet riktar sig till högstadie- och gymnasieungdomar. Det är för dem du skrev den. Är den någonting som du själv saknade i den åldern?

— Det är där skämten är som grövst, det är där man också börjar söka efter vem man är på riktigt. Man börjar på allvar rota i sin identitet och det man vill sikta mot. Hade jag hört en liknande föreställning när jag var ung hade jag kanske vågat vara mig själv. 

Vad skulle du säga till den sextonåriga Dejmis om han satt här mittemot dig, plågad och vilsen?

— Jag hade sagt att det kommer att lösa sig. Och kanske också förklarat vad mellanförskap är, och sagt: nu vet du och du behöver inte tycka att skämten är roliga när de inte är det. Visst hade vi ibland skitroligt, det är inte så att jag gick och led hela tiden. Men medvetenheten kring rasistiska mekanismer hjälper. Det hade jag nog sagt. Och: njut, ha kul, strippa för skolan, men gör det medvetet!

Kasia Syty • 2021-12-20
Kasia Syty är filolog, kulturjournalist och cineast.


Lyktan är en flerspråkig kulturtidskrift med ett särskilt intresse för mötet mellan språk. Med utgångspunkt i ”konst för alla” skriver vi om konst, kultur och flerspråkighet. Vi är politiskt och religiöst obundna och drivs fristående med Konstfrämjandet Västmanland som huvudman. Kontakta oss