„Mam nadzieję, że mój film kogoś oburzy”

▲ Maria (Saoirse Ronan)och Danny (Eddie Waller) i Bad Apples. (beskuren) Bild: Pulse Films Bild: Pulse films

Co dzieje się z całą klasą, kiedy po prostu usuwa się z niej ucznia, przez którego cierpią wszyscy pozostali? Kasia Syty rozmawia ze szwedzkim reżyserem Jonatanem Etzlerem o myślach i emocjach, do których nauczyciele rzadko mają odwagę się przyznać, oraz o szwedzkim kinie, które które deklaruje potrzebę oryginalności – dopóki ta nie zaczyna być niewygodna.

W czarnej komedii „Bad Apples” nauczycielka szkoły podstawowej Maria zamyka w swojej piwnicy najbardziej nieznośnego ucznia. Ku własnemu przerażeniu odkrywa, że od tej chwili wszystko staje się znacznie prostsze.

Jak wiele pedagogicznych katastrof, i ta zaczyna się od dobrych intencji.
Na długo zanim Jonatan Etzler wyreżyserował „Bad Apples”, sam zajmował się edukacją filmową. Jeździł po szwedzkich szkołach, spędzał po kilka dni z każdą klasą i uczył dzieci robić filmy. Pewnego razu pojawił się w jednej ze starszych klas z zestawem iPadów i zamiarem opowiedzenia uczniom o magii kina.

Uczniowie mieli własny pomysł na lekcję.

– Zabrali wszystkie iPady i poustawiali w nich alarmy tak, żeby dzwoniły jeden po drugim co minutę. Potem pozmieniali hasła i odłożyli je na miejsce. Zacząłem lekcję, alarmy zaczęły dzwonić, a ja nie mogłem ich wyłączyć. Wszyscy się ze mnie śmiali. Zmiażdżyli mnie.

Lekcja trwała może z dziesięć minut.Równie dobrze mogłaby to być scena z filmu „Bad Apples”. Maria zaczyna pracę w szkole pełna ambicji i z autentyczną chęcią zainspirowania swoich uczniów. Jest tylko jeden problem: Danny. Przeszkadza na lekcjach, prowokuje Marię i szybko sprawia, że życie całej klasy zaczyna kręcić się wokół niego. Po serii coraz gorszych decyzji Maria w końcu zamyka chłopca we własnej piwnicy.

I wtedy dzieje się coś naprawdę niepokojącego: sytuacja się normuje. W klasie zapada spokój, uczniowie znów mogą się uczyć, a rodzice nie mają powodów do narzekań. Maria wreszcie może być najlepszą wersją siebie. Jedyny drobiazg to dziesięciolatek zamknięty w jej piwnicy.

– Pytanie: Co zrobić z ludźmi, dla których nie ma miejsca w społeczeństwie, jakie stworzyliśmy? zaintrygowało mnie w tej historii, bo rodzi bardzo niewygodny wewnętrzny konflikt. Dlaczego właściwie odczuwamy ulgę, kiedy Danny zostaje zamknięty w piwnicy?

Z własnych doświadczeń pedagogicznych Etzler doskonale pamięta, jak brutalnie nauczycielskie ambicje potrafią zderzyć się z rzeczywistością.

– Każdy nauczyciel marzy, że uda mu się zainspirować dzieci, rozbudzić w nich kreatywność. Że może nawet zainteresują się tymi wszystkimi starymi filmami, które sam lubi. Maria też przychodzi do szkoły z takim marzeniem.

Ostatecznie wybiera jednak metodę, której Etzler nigdy nie zastosował we własnej pracy pedagogicznej. Jak zapewnia, żadnego ucznia nigdy nie zamknął w piwnicy.


För regissören Jonatan Etzler började filmen med det dåliga samvetet över att lösningen känns så tilltalande. Bild: Pulse Films

„Bad Apples” powstało na podstawie powieści audio Rasmusa Lindgrena „De oönskade” („Niechciani”). Kiedy Etzler zaczął pracować nad projektem, film miał powstać w Szwecji. Tyle że piwnica okazała się wyzwaniem, zanim jeszcze ktokolwiek zdążył ją zbudować.

– Byłem przekonany, że projekt, który odbiega od tego, co zwykle powstaje w szwedzkim kinie, powinien spotkać się z zainteresowaniem. Przecież wciąż mówi się o potrzebie oryginalności. Nie spodziewałem się takiego oporu.

Film nigdy nawet nie trafił do Szwedzkiego Instytutu Filmowego. Projekt utknął wcześniej – Etzler nie znalazł w Szwecji producenta, który chciałby się go podjąć. W końcu wysłał scenariusz do Wielkiej Brytanii, bardziej z ciekawości niż z nadzieją, że coś z tego wyjdzie.

– W Szwecji pytali: „Ale po co ona go zamyka w piwnicy? Czy naprawdę musi?”. A w Wielkiej Brytanii: „Super, że go zamyka! Może niech zamknie kogoś jeszcze?”.

Brytyjscy producenci najwyraźniej nie przestraszyli się piwnicy Etzlera. Jego zdaniem różnica między szwedzkim a brytyjskim podejściem może mieć również podłoże finansowe. Przy ograniczonych środkach trudniej pozwolić sobie na ryzyko. Przez lata pracy w szwedzkiej branży filmowej zaobserwował, jak pomysły zmieniają się w trakcie długiego procesu zdobywania funduszy.

– Jest w tym jakaś kultura ostrożności, może nawet lęku. Wszyscy po trochu uczestniczą w spiłowywaniu ostrych krawędzi filmowych pomysłów.

Etzler podkreśla jednak, że mechanizm jest bardziej złożony i nie wynika z niczyjej złej woli. Scenariusz przechodzi kolejne poprawki, na decyzje trzeba czekać, aż w końcu zaczyna się pisać pod te instancje, od których zależy zgoda. Trudniej mają filmy, których tonu i sposobu opowiadania nie da się łatwo wyczytać ze scenariusza.

– Mam wrażenie, że wszystkie filmy ocenia się tak, jakby były realistycznymi dramatami społecznymi. Czy historia jest wiarygodna? Czy jest istotna społecznie? A według mnie „Bad Apples” nie można oceniać tak samo jak filmu Kena Loacha. To zupełnie inny sposób opowiadania historii.

Przenosząc film do ojczyzny Kena Loacha, Etzler musiał poznać nie tylko brytyjską branżę filmową, ale też tamtejszy system edukacji. Razem z Saoirse Ronan spędził kilka dni w jednej ze szkół, obserwując nauczycieli. Niektóre rzeczy dobrze znał ze Szwecji. Inne były dla niego zupełnie nowe.

– Dzieci chodziły po szkole i na przerwach jadły chipsy. Dla mnie, jako Szweda, było to kompletnie obce.

Dla filmu ważniejsze okazały się brytyjskie kontrole szkół i presja na osiąganie dobrych wyników. W „Bad Apples” inspektor zjawia się akurat wtedy, gdy szkoła zaczyna pogrążać się w chaosie. Problemy trzeba więc za wszelką cenę ukryć.

Ten mechanizm Etzler zna również ze Szwecji. Od szkół oczekuje się nie tylko, że poradzą sobie z problemami, ale też że będą w stanie wykazać, że spełniają stawiane im wymagania. Uczniowie tacy jak Danny źle wpisują się w ten system. Jego zachowanie odbija się na Marii, kolegach z klasy i ich rodzicach, a w końcu na tym, jak postrzegana jest cała szkoła.


Jonathan Etzler instruerar Saoirse Ronan under inspelningen av Bad Apples. (beskuren) Bild: Pulse Films

Kiedy Danny trafia do piwnicy, Maria przynajmniej próbuje zapewnić mu możliwie dobre warunki. Kupuje mu meble, uczy go i poświęca mu więcej uwagi niż wcześniej w klasie. Scenograf dostał od Etzlera jasne wytyczne.

– Chciałem, żeby wyraźnie było widać, że Maria stara się przypudrować rzeczywistość. Bo jakkolwiek by jej nie urządzić, to wciąż jest piwnica.

Etzler spodziewał się, że „Bad Apples” zirytuje znacznie więcej osób. Jak dotąd tak się nie stało. Podczas festiwalowych pokazów na widowni rzeczywiście bywało głośno, ale przede wszystkim od śmiechu.

– Myślałem, że film wywoła większą dyskusję i że oburzy więcej ludzi. Tymczasem dotychczasową reakcją jest przede wszystkim śmiech.

Po seansach podchodzili do niego nauczyciele, którzy doskonale rozpoznawali frustrację Marii. Niektórzy przyznawali nawet, że myśl o zamknięciu gdzieś wyjątkowo problematycznego ucznia wcale nie jest im aż tak obca.

– Interesują mnie te niewypowiedziane, mroczne impulsy, które, jak sądzę, ma w sobie każdy z nas. Nie wcielamy ich w życie – i bardzo dobrze. Ale uważam, że powinniśmy o nich rozmawiać.

Wśród filmowców, którzy ukształtowali jego upodobanie do tego, co niewygodne, Etzler wymienia Todda Solondza, Michaela Hanekego i Larsa von Triera. Ważnym szwedzkim punktem odniesienia był dla niego również Ruben Östlund – szczególnie jego sposób obserwowania ludzi pod coraz większą presją społeczną i sprawdzania, co się dzieje, kiedy zaczynają nam puszczać hamulce.

Zdaniem Etzlera brytyjska tradycja czarnego humoru również mogła sprawić, że tamtejsi producenci szybciej rozpoznali ton „Bad Apples”.

– Humor ułatwia podejmowanie trudnych tematów. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z bardzo złożonymi kwestiami.

W kinie czasem łapiemy się na tym, że śmieszy nas coś, co wcale nie powinno być śmieszne.

– I czasem dowiadujemy się przy okazji o sobie czegoś, czego wolelibyśmy nie wiedzieć.

„Bad Apples” raz po raz stawia widza w takiej sytuacji. Danny jest nie do zniesienia, a zarazem najbardziej bezbronny ze wszystkich bohaterów. Maria to zaangażowana nauczycielka, która przekracza oczywistą granicę. Rodzice kierują się przede wszystkim dobrem własnych dzieci i szybko dostrzegają korzyści płynące z nieobecności Danny’ego.

Kiedy rozmowa schodzi na to, jak łatwo kolejne drobne ustępstwa zaczynają z czasem wydawać się rozsądne, Etzler widzi w tym znacznie szerszy problem.

– Myślę, że właśnie w ten sposób rodzi się faszyzm. Stopniowo przyzwyczajamy się do przesuwania granic tego, jak oceniamy innych ludzi i jaką wartość przypisujemy ludzkiemu życiu.

Odkąd rozpoczęły się prace nad filmem, kwestia tego, jak społeczeństwo powinno reagować na przestępstwa popełniane przez dzieci, coraz mocniej zaznacza swoją obecność w szwedzkiej polityce. Kiedy powstawał pomysł na „Bad Apples”, ten temat nie był jeszcze tak obecny w debacie publicznej. Dziś zamykanie dzieci nie jest już tylko pomysłem z czarnej komedii, ale częścią prawdziwej dyskusji o tym, jak radzić sobie z poważnymi problemami społecznymi.

Etzler wraca jednak do bardziej fundamentalnego pytania o to, jak odczytujemy film. Zachowanie bohatera nie musi być deklaracją po stronie twórcy ani wskazówką, jak widz powinien je oceniać. Śmiech nie jest równoznaczny z aprobatą, a nie każdy moralny dylemat musi zostać w filmie rozstrzygnięty.

– Mam wrażenie, że dziś zbyt często oczekuje się od kina jednoznacznych odpowiedzi i moralnych wskazówek.

Jeśli sztuka ma się ograniczać wyłącznie do tego, co powszechnie uznaje się za słuszne, niewiele zostaje przestrzeni na stawianie niewygodnych pytań. Teraz, kiedy „Bad Apples” trafia do szerszej publiczności w Szwecji, Etzler nadal ma nadzieję, że film wywoła dyskusję. A jeśli przy okazji ktoś oburzy się na film o zamykaniu dziecka w piwnicy, reżyser z pewnością nie uzna tego za porażkę.

Kasia Syty • 2026-09-17
Kasia Syty är filolog, kulturjournalist och cineast.


„Mam nadzieję, że mój film kogoś oburzy”

▲ Maria (Saoirse Ronan)och Danny (Eddie Waller) i Bad Apples. (beskuren) Bild: Pulse Films Bild: Pulse films

Co dzieje się z całą klasą, kiedy po prostu usuwa się z niej ucznia, przez którego cierpią wszyscy pozostali? Kasia Syty rozmawia ze szwedzkim reżyserem Jonatanem Etzlerem o myślach i emocjach, do których nauczyciele rzadko mają odwagę się przyznać, oraz o szwedzkim kinie, które które deklaruje potrzebę oryginalności – dopóki ta nie zaczyna być niewygodna.

W czarnej komedii „Bad Apples” nauczycielka szkoły podstawowej Maria zamyka w swojej piwnicy najbardziej nieznośnego ucznia. Ku własnemu przerażeniu odkrywa, że od tej chwili wszystko staje się znacznie prostsze.

Jak wiele pedagogicznych katastrof, i ta zaczyna się od dobrych intencji.
Na długo zanim Jonatan Etzler wyreżyserował „Bad Apples”, sam zajmował się edukacją filmową. Jeździł po szwedzkich szkołach, spędzał po kilka dni z każdą klasą i uczył dzieci robić filmy. Pewnego razu pojawił się w jednej ze starszych klas z zestawem iPadów i zamiarem opowiedzenia uczniom o magii kina.

Uczniowie mieli własny pomysł na lekcję.

– Zabrali wszystkie iPady i poustawiali w nich alarmy tak, żeby dzwoniły jeden po drugim co minutę. Potem pozmieniali hasła i odłożyli je na miejsce. Zacząłem lekcję, alarmy zaczęły dzwonić, a ja nie mogłem ich wyłączyć. Wszyscy się ze mnie śmiali. Zmiażdżyli mnie.

Lekcja trwała może z dziesięć minut.Równie dobrze mogłaby to być scena z filmu „Bad Apples”. Maria zaczyna pracę w szkole pełna ambicji i z autentyczną chęcią zainspirowania swoich uczniów. Jest tylko jeden problem: Danny. Przeszkadza na lekcjach, prowokuje Marię i szybko sprawia, że życie całej klasy zaczyna kręcić się wokół niego. Po serii coraz gorszych decyzji Maria w końcu zamyka chłopca we własnej piwnicy.

I wtedy dzieje się coś naprawdę niepokojącego: sytuacja się normuje. W klasie zapada spokój, uczniowie znów mogą się uczyć, a rodzice nie mają powodów do narzekań. Maria wreszcie może być najlepszą wersją siebie. Jedyny drobiazg to dziesięciolatek zamknięty w jej piwnicy.

– Pytanie: Co zrobić z ludźmi, dla których nie ma miejsca w społeczeństwie, jakie stworzyliśmy? zaintrygowało mnie w tej historii, bo rodzi bardzo niewygodny wewnętrzny konflikt. Dlaczego właściwie odczuwamy ulgę, kiedy Danny zostaje zamknięty w piwnicy?

Z własnych doświadczeń pedagogicznych Etzler doskonale pamięta, jak brutalnie nauczycielskie ambicje potrafią zderzyć się z rzeczywistością.

– Każdy nauczyciel marzy, że uda mu się zainspirować dzieci, rozbudzić w nich kreatywność. Że może nawet zainteresują się tymi wszystkimi starymi filmami, które sam lubi. Maria też przychodzi do szkoły z takim marzeniem.

Ostatecznie wybiera jednak metodę, której Etzler nigdy nie zastosował we własnej pracy pedagogicznej. Jak zapewnia, żadnego ucznia nigdy nie zamknął w piwnicy.


För regissören Jonatan Etzler började filmen med det dåliga samvetet över att lösningen känns så tilltalande. Bild: Pulse Films

„Bad Apples” powstało na podstawie powieści audio Rasmusa Lindgrena „De oönskade” („Niechciani”). Kiedy Etzler zaczął pracować nad projektem, film miał powstać w Szwecji. Tyle że piwnica okazała się wyzwaniem, zanim jeszcze ktokolwiek zdążył ją zbudować.

– Byłem przekonany, że projekt, który odbiega od tego, co zwykle powstaje w szwedzkim kinie, powinien spotkać się z zainteresowaniem. Przecież wciąż mówi się o potrzebie oryginalności. Nie spodziewałem się takiego oporu.

Film nigdy nawet nie trafił do Szwedzkiego Instytutu Filmowego. Projekt utknął wcześniej – Etzler nie znalazł w Szwecji producenta, który chciałby się go podjąć. W końcu wysłał scenariusz do Wielkiej Brytanii, bardziej z ciekawości niż z nadzieją, że coś z tego wyjdzie.

– W Szwecji pytali: „Ale po co ona go zamyka w piwnicy? Czy naprawdę musi?”. A w Wielkiej Brytanii: „Super, że go zamyka! Może niech zamknie kogoś jeszcze?”.

Brytyjscy producenci najwyraźniej nie przestraszyli się piwnicy Etzlera. Jego zdaniem różnica między szwedzkim a brytyjskim podejściem może mieć również podłoże finansowe. Przy ograniczonych środkach trudniej pozwolić sobie na ryzyko. Przez lata pracy w szwedzkiej branży filmowej zaobserwował, jak pomysły zmieniają się w trakcie długiego procesu zdobywania funduszy.

– Jest w tym jakaś kultura ostrożności, może nawet lęku. Wszyscy po trochu uczestniczą w spiłowywaniu ostrych krawędzi filmowych pomysłów.

Etzler podkreśla jednak, że mechanizm jest bardziej złożony i nie wynika z niczyjej złej woli. Scenariusz przechodzi kolejne poprawki, na decyzje trzeba czekać, aż w końcu zaczyna się pisać pod te instancje, od których zależy zgoda. Trudniej mają filmy, których tonu i sposobu opowiadania nie da się łatwo wyczytać ze scenariusza.

– Mam wrażenie, że wszystkie filmy ocenia się tak, jakby były realistycznymi dramatami społecznymi. Czy historia jest wiarygodna? Czy jest istotna społecznie? A według mnie „Bad Apples” nie można oceniać tak samo jak filmu Kena Loacha. To zupełnie inny sposób opowiadania historii.

Przenosząc film do ojczyzny Kena Loacha, Etzler musiał poznać nie tylko brytyjską branżę filmową, ale też tamtejszy system edukacji. Razem z Saoirse Ronan spędził kilka dni w jednej ze szkół, obserwując nauczycieli. Niektóre rzeczy dobrze znał ze Szwecji. Inne były dla niego zupełnie nowe.

– Dzieci chodziły po szkole i na przerwach jadły chipsy. Dla mnie, jako Szweda, było to kompletnie obce.

Dla filmu ważniejsze okazały się brytyjskie kontrole szkół i presja na osiąganie dobrych wyników. W „Bad Apples” inspektor zjawia się akurat wtedy, gdy szkoła zaczyna pogrążać się w chaosie. Problemy trzeba więc za wszelką cenę ukryć.

Ten mechanizm Etzler zna również ze Szwecji. Od szkół oczekuje się nie tylko, że poradzą sobie z problemami, ale też że będą w stanie wykazać, że spełniają stawiane im wymagania. Uczniowie tacy jak Danny źle wpisują się w ten system. Jego zachowanie odbija się na Marii, kolegach z klasy i ich rodzicach, a w końcu na tym, jak postrzegana jest cała szkoła.


Jonathan Etzler instruerar Saoirse Ronan under inspelningen av Bad Apples. (beskuren) Bild: Pulse Films

Kiedy Danny trafia do piwnicy, Maria przynajmniej próbuje zapewnić mu możliwie dobre warunki. Kupuje mu meble, uczy go i poświęca mu więcej uwagi niż wcześniej w klasie. Scenograf dostał od Etzlera jasne wytyczne.

– Chciałem, żeby wyraźnie było widać, że Maria stara się przypudrować rzeczywistość. Bo jakkolwiek by jej nie urządzić, to wciąż jest piwnica.

Etzler spodziewał się, że „Bad Apples” zirytuje znacznie więcej osób. Jak dotąd tak się nie stało. Podczas festiwalowych pokazów na widowni rzeczywiście bywało głośno, ale przede wszystkim od śmiechu.

– Myślałem, że film wywoła większą dyskusję i że oburzy więcej ludzi. Tymczasem dotychczasową reakcją jest przede wszystkim śmiech.

Po seansach podchodzili do niego nauczyciele, którzy doskonale rozpoznawali frustrację Marii. Niektórzy przyznawali nawet, że myśl o zamknięciu gdzieś wyjątkowo problematycznego ucznia wcale nie jest im aż tak obca.

– Interesują mnie te niewypowiedziane, mroczne impulsy, które, jak sądzę, ma w sobie każdy z nas. Nie wcielamy ich w życie – i bardzo dobrze. Ale uważam, że powinniśmy o nich rozmawiać.

Wśród filmowców, którzy ukształtowali jego upodobanie do tego, co niewygodne, Etzler wymienia Todda Solondza, Michaela Hanekego i Larsa von Triera. Ważnym szwedzkim punktem odniesienia był dla niego również Ruben Östlund – szczególnie jego sposób obserwowania ludzi pod coraz większą presją społeczną i sprawdzania, co się dzieje, kiedy zaczynają nam puszczać hamulce.

Zdaniem Etzlera brytyjska tradycja czarnego humoru również mogła sprawić, że tamtejsi producenci szybciej rozpoznali ton „Bad Apples”.

– Humor ułatwia podejmowanie trudnych tematów. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z bardzo złożonymi kwestiami.

W kinie czasem łapiemy się na tym, że śmieszy nas coś, co wcale nie powinno być śmieszne.

– I czasem dowiadujemy się przy okazji o sobie czegoś, czego wolelibyśmy nie wiedzieć.

„Bad Apples” raz po raz stawia widza w takiej sytuacji. Danny jest nie do zniesienia, a zarazem najbardziej bezbronny ze wszystkich bohaterów. Maria to zaangażowana nauczycielka, która przekracza oczywistą granicę. Rodzice kierują się przede wszystkim dobrem własnych dzieci i szybko dostrzegają korzyści płynące z nieobecności Danny’ego.

Kiedy rozmowa schodzi na to, jak łatwo kolejne drobne ustępstwa zaczynają z czasem wydawać się rozsądne, Etzler widzi w tym znacznie szerszy problem.

– Myślę, że właśnie w ten sposób rodzi się faszyzm. Stopniowo przyzwyczajamy się do przesuwania granic tego, jak oceniamy innych ludzi i jaką wartość przypisujemy ludzkiemu życiu.

Odkąd rozpoczęły się prace nad filmem, kwestia tego, jak społeczeństwo powinno reagować na przestępstwa popełniane przez dzieci, coraz mocniej zaznacza swoją obecność w szwedzkiej polityce. Kiedy powstawał pomysł na „Bad Apples”, ten temat nie był jeszcze tak obecny w debacie publicznej. Dziś zamykanie dzieci nie jest już tylko pomysłem z czarnej komedii, ale częścią prawdziwej dyskusji o tym, jak radzić sobie z poważnymi problemami społecznymi.

Etzler wraca jednak do bardziej fundamentalnego pytania o to, jak odczytujemy film. Zachowanie bohatera nie musi być deklaracją po stronie twórcy ani wskazówką, jak widz powinien je oceniać. Śmiech nie jest równoznaczny z aprobatą, a nie każdy moralny dylemat musi zostać w filmie rozstrzygnięty.

– Mam wrażenie, że dziś zbyt często oczekuje się od kina jednoznacznych odpowiedzi i moralnych wskazówek.

Jeśli sztuka ma się ograniczać wyłącznie do tego, co powszechnie uznaje się za słuszne, niewiele zostaje przestrzeni na stawianie niewygodnych pytań. Teraz, kiedy „Bad Apples” trafia do szerszej publiczności w Szwecji, Etzler nadal ma nadzieję, że film wywoła dyskusję. A jeśli przy okazji ktoś oburzy się na film o zamykaniu dziecka w piwnicy, reżyser z pewnością nie uzna tego za porażkę.

Kasia Syty • 2026-09-17
Kasia Syty är filolog, kulturjournalist och cineast.